Pułapka o poranku. Widzialność spadnie niemal do zera
Zanim nacieszymy się słońcem, czeka nas bardzo trudny poranek. Nad Polskę nadciąga fala gęstych mgieł, które lokalnie mogą ograniczyć widzialność do zaledwie 200-300 metrów. Zjawisko to, potocznie zwane przez kierowców "mlekiem", będzie szczególnie groźne w pasie od zachodniej granicy, przez Wielkopolskę, aż po centrum kraju. Sytuację pogarsza fakt, że przy gruncie wciąż utrzymuje się wilgoć. W połączeniu z nocnymi spadkami temperatur może to prowadzić do powstania czarnej lodowicy - niewidocznej, a ekstremalnie śliskiej warstwy lodu na asfalcie. Służby apelują o zdjęcie nogi z gazu i zachowanie szczególnej ostrożności, zwłaszcza na mniej uczęszczanych drogach lokalnych.
Wiosenna anomalia w ciągu dnia. Termometry oszaleją
Kiedy jednak słońce przebije się przez poranne opary, aura zmieni się nie do poznania. Czeka nas wyjątkowo pogodny dzień z niemal bezchmurnym niebem. Dzięki wpływowi układu wysokiego ciśnienia, temperatura w wielu regionach kraju poszybuje w górę, dając nam namiastkę prawdziwej wiosny. Najwyższych wartości na termometrach mogą spodziewać się mieszkańcy Dolnego Śląska i Ziemi Lubuskiej, gdzie słupki rtęci dobiją do nawet 11 stopni Celsjusza. W centrum Polski, między innymi w Warszawie i Łodzi, będzie to solidne 9 stopni. Nieco chłodniej, ale wciąż słonecznie, zapowiada się dzień na północy kraju oraz nad samym morzem - tam musimy przygotować się na około 7 stopni. To idealny moment na spacer, ale warto pamiętać o ubiorze "na cebulkę" - różnica temperatur między słońcem a cieniem będzie bardzo odczuwalna.
Nocne uderzenie ziąbu. Spadki nawet do -7 stopni
Niestety, pogodowa sielanka skończy się wraz z zachodem słońca. Brak chmur, który cieszył nas w dzień, w nocy stanie się pułapką. Dojdzie do gwałtownego wypromieniowania ciepła z gruntu do atmosfery, co przyniesie nagłe i bolesne ochłodzenie. Efekt? Gwałtowne przymrozki w całym kraju. Najzimniej będzie na wschodzie oraz w rejonach podgórskich – w Tatrach czy Sudetach temperatura może spaść nawet do -7 stopni Celsjusza. W pozostałych częściach Polski, w tym na Mazowszu i w Małopolsce, termometry wskażą przeważnie od -2 do -5 stopni. To fatalna wiadomość nie tylko dla kierowców parkujących "pod chmurką", ale i dla przyrody. Rośliny, które pod wpływem dziennego ciepła zaczęły już powoli budzić się do życia, zostaną wystawione na ciężką próbę.