W poniedziałek plaża w Santa Clara del Mar przypominała sceny z filmu katastroficznego. Ludzie opalali się i chłodzili w oceanie, gdy nagle woda zaczęła się gwałtownie cofać. Chwilę później na brzeg runęła ogromna fala.
Jak podaje TVN24 za "La Nacion", żywioł porwał dziesiątki osób. Najtragiczniejszy los spotkał 29-letniego mężczyznę – uderzenie fali rzuciło go z taką siłą, że doznał śmiertelnego urazu głowy. Ponad 35 osób wymagało pomocy medycznej, w tym jedna, która na widok kataklizmu doznała zawału serca.
"Nigdy nie widziałem czegoś takiego"
Relacje świadków i ratowników są wstrząsające. Ratownik Maximiliano Preenski przyznaje, że skala zjawiska była bezprecedensowa. Fala osiągnęła "niewyobrażalną wysokość" i zmyła z plaży wszystko: ręczniki, leżaki oraz ludzi. Dziennikarka Sofia Gimenez, obecna na miejscu, relacjonowała, że ratownicy nie nadążali z wyciąganiem ludzi z wody. Władze natychmiast zamknęły plaże w regionie, ponieważ podobne, choć mniejsze fale, zaobserwowano również w pobliskim kurorcie Mar del Plata.
Czym jest meteotsunami?
Meteorolodzy uważają, że tragedię wywołało meteotsunami. Choć skutki przypominają klasyczne tsunami, przyczyna jest zupełnie inna. Jak podaje TVN24 za "La Nacion", zjawisko to wywołują gwałtowne zmiany ciśnienia atmosferycznego, przechodzące burze, szkwały i silne fronty sztormowe, specyficzne ukształtowanie dna morskiego, które potęguje siłę fali.
Według danych Polskiej Akademii Nauk, meteotsunami mogą osiągać wysokość blisko 2 metrów. Występują na całym świecie – od wybrzeży Atlantyku po Morze Śródziemne. Są wyjątkowo zdradliwe, ponieważ często nadchodzą przy słonecznej pogodzie, gdy gwałtowny front znajduje się jeszcze daleko od brzegu.