Przez ostatnie lata przyzwyczailiśmy się do dość przewidywalnych, szarych i łagodnych miesięcy zimowych. Jednak tegoroczne wyliczenia meteorologów wywołały w środowisku synoptyków spore poruszenie. Z map wynika, że nadchodzący sezon zostanie zdominowany przez niespotykaną dotąd dynamikę. Zamiast jednej, stabilnej aury, czeka nas seria gwałtownych tąpnięć i niespodziewanych uderzeń ciepła. Wszystko przez nietypową konformację układów ciśnienia nad globem, która uczyni z Polski główną arenę pogodowych starć.
Starcia na szczycie atmosfery: Pacyfik kontra Biegun Północny
Głównym reżyserem nadchodzącego chaosu jest bezprecedensowo aktywny system El Niño szalejący na Oceanie Spokojnym. Ta potężna anomalia termiczna działa jak gigantyczny kaloryfer planety, który próbuje wpompować do Europy łagodne, pełne wilgoci i ciepła powietrze znad Atlantyku. W normalnych warunkach oznaczałoby to po prostu kolejną ciepłą i deszczową zimę. Na drodze pacyficznej fali staje jednak jego odwieczny rywal - wir polarny. Najnowsze odczyty pokazują, że ten potężny cyklon trzymający w ryzach lodowate powietrze nad Arktyką wykazuje silne tendencje do destabilizacji. Gdy jego struktura pęknie, dojdzie do tak zwanego nagłego ocieplenia stratosferycznego. Efekt? Arktyczne wrota otworzą się na oścież, a syberyjski mróz z impetem wleje się wprost do Europy Środkowej, bezlitośnie ścierając się z ciepłym prądem z zachodu.
Trzy fazy nadchodzącego sezonu. Co zobaczymy w kalendarzu?
Eksperckie modele podzieliły nadchodzące miesiące na trzy skrajnie różne od siebie rozdziały:
- Grudniowe zmylenie przeciwnika: Pierwsze tygodnie zimy upłyną pod znakiem anomalnego ciepła. Termometry w większości regionów kraju będą pokazywać wartości znacznie przekraczające normy wieloletnie. Tradycyjne opady śniegu na nizinach będą incydentalne i stopnieją w mgnieniu oka.
- Styczniowy potop: Nowy Rok przywita nas drastycznym wzrostem sumy opadów. Nad Polskę nadciągną głębokie i dynamiczne niż bany. Ponieważ temperatura wciąż będzie balansować na plusie, zamiast białego puchu czekają nas ulewne deszcze i silny wiatr. Prawdziwą zimę utrzymają w tym czasie jedynie najwyższe partie gór.
- Lutowy nokaut: Prawdziwy zwrot akcji nastąpi pod koniec zimy. To właśnie wtedy osłabiony wir polarny ma całkowicie skapitulować. Luty może przynieść potężne uderzenie mrozów, paraliżujące śnieżyce i zamiecie, które w kilka dni zasypią kraj, całkowicie odmieniając krajobraz za oknem.
Geograficzny rozłam kraju. Gdzie zima uderzy najmocniej?
Front walki między ciepłem a arktycznym chłodem przejdzie bezpośrednio przez terytorium Polski, dzieląc kraj na dwie zupełnie różne strefy. Województwa zachodnie i lubuskie mogą liczyć na zdecydowanie łagodniejszy wariant - tam dominować będą ulewy i temperatury dodatnie. Zupełnie inaczej sytuacja wyglądać będzie na północno-wschodnich krańcach, Podlasiu, Mazurach oraz na Podhalu. Te regiony staną się głównym bastionem zimy, gdzie mróz chwyci najmocniej, a pokrywa śnieżna utrzyma się najdłużej. Synoptycy ostrzegają: tegoroczny sezon będzie wymagał od nas ogromnej elastyczności, bo pogoda potrafi zmienić się o 180 stopni w zaledwie kilkanaście godzin.
Absolwentka filologii polskiej (ze specjalnością komunikacja społeczna) na Uniwersytecie Komisji Edukacji Narodowej oraz dziennikarstwa (ze specjalnością nowe media) na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie. Blogerka, social media freak, miłośniczka podróży, escape roomów i… kotów (bo nazwisko zobowiązuje). Wcześniej dziennikarka Wirtualnej Polski, redaktorka magazynu, copywriterka, freelance pisarka dla "Faktu" i "Newsweeka", a także project managerka. Wielbicielka włoskiej kuchni, a także szeroko rozumianej sfery beauty. Autorka licznych publikacji o tematyce gospodarczej i emerytalnej. Z Grupą INFOR związana od 2023 roku.
Link do profilu autorki na LinkedIn: https://pl.linkedin.com/in/anna-kot-04061b18b
